York

Witajcie!


Jeszcze niecałe dwa tygodnie i stukną mi dwa miesiące w Anglii. Rozumiecie? DWA! Miałam wraz z przeprowadzką do nowego miejsca zmienić siebie, ale wychodzi mi to...koślawo. Jestem za leniwa. Podobno gdy człowiek dobrze się bawi, to czasu mu szybko ucieka i coś w tym jest. Bawię się dobrze, nawet bardzo dobrze. Co weekend praktycznie coś zwiedzam, przez co nie mam sensownych oszczędności. Zwiedziłam o wiele więcej miejsc podczas mojego 1.5 miesięcznego pobytu niż podczas 5 miesięcy w Irlandii. Serio.  Myślałam, że będąc tutaj będę się nudzić, bo w końcu wioska, brak dojazdu gdziekolwiek. Jestem zaskoczona swoją zaradnością!

Dzięki tej zaradności udało mi się w ostatniej chwili zorganizować wycieczkę do York! Mojego wymarzonego York, gdzie chciałam być au pair (oprócz Edynburga albo Glasgow). W poniedziałek 19 lutego opuściłam swoje lokum w celu plądrowania dawnego Eoforwīc. York ma bardzo ciekawą historię, niegdyś panowali tam Rzymianie, potem Anglo-Saksoni, a następnie w  IX wieku miasto zostało zdobyte przez Ivara Bez Kości oraz jego Wielką Pogańską Armię. Wikingowie rządzili długie lata Jorvikiem, dopiero w 954 ostatni król wikingów, sławny Eryk Krwawy Topór został wygnany z ziem angielskim, a York został włączony do powstającej Anglii. 




Wycieczka była bardzo, ale to bardzo niecodzienna. Pierwszy raz w życiu dzieliłam pokój z bardzo nieznanymi ludźmi- wynajęłam sobie łóżko w hostelu. Odrobinę się bałam na początku, kolejne noce były niekomfortowe. Miałam przyjemność poznać karłowatą Hinduskę, bardzo słodką, która co wieczór była pijana i chciała każdej osobie wszystko stawiać. Było mi dziwnie!

Po przyjeździe w poniedziałek, zameldowaniu się, zostawieniu bagażu poszłam szukać supermarketu, byłam głodna więc kupiłam za dużo. Po powrocie, zjedzeniu obiadu poznałam Joanę (wspomniana Hinduska), która chciała się ze mną wybrać na zakupy, ale zmęczona podróżą odmówiłam. Wieczorem, kiedy schodziłam do hostelowego barku poczytać książkę, w oczekiwaniu na Rebeccę (jechałyśmy od Leeds do York razem) Joana tak po prostu wręczyłam mi York Pass, o którym za wiele nie wiedziałam. Lekko zmieszana chciałam odmówić, ale ona się uparła, że mam wziąć. Pomyślałam ok, następnego dnia zjadłam z nią śniadanie, a potem nasze drogi się rozeszły. Ubrana w reko strój poszłam podbijać York, zobaczyłam The Shambles (kilka razy), potem wróciłam do kolejki, która się utworzyła w oczekiwaniu na otwarcie Muzeum Jorvik.



Muzeum było świetne, mimo biednej wystawy (na którą liczyłam). Pierwszym zwiedzanym miejscem było pomieszczenie ze szklaną podłogą, pod którą znajdowały się odkrycia archeologów. Mogłam poczuć woń ( temperaturę) wczesnego średniowiecza dzięki efektom specjalnym. Po obejrzeniu filmików dot. konkretnych znalezisk należało się udać do kolejki oczekującej na zwolnienie się kapsuły czasu. Po wejściu do kapsuły i radosnemu uświadomieniu sobie, że mogę wybrać język polski, ruszyłam. Kapsuła podróżowała po piwnicy muzeum, piwnica ta była rekonstrukcją wczesnośredniowiecznej wioski. Roboty łudząco podobne do ówczesnych ludzi były zaprogramowane tak, aby powtarzać swoje gesty (np. ostrzenie noża), mowę (staronordycki, starowalijski, staroangielski i więcej). Mogłam poznać kowala, garncarza, gospodynie, rybaków, rzeźnika i chyba znachorkę, ale nie jestem pewna swojej pamięci. Po objechaniu wioski przeszłam do do skromnej wystawy. Zobaczyłam wówczas młodego wikinga, który pozował do zdjęć i odpowiadał na pytania. Oczywiście zrobiłam sobie z nim zdjęcie i zapytałam o festiwal, który mnie ominął. Ech.

Po wyjściu z muzeum udałam się w stronę murów, chciałam po nich pochodzić, niestety jakoś w 1/3 drogi dostałam wiadomość od koleżanki, że jest w drodze i musiałam zawrócić. Po lunchu razem zwiedziłyśmy ogrody przy Muzeum Yorkshire, wybrałyśmy się do The Shambles, Narodowego Muzeum Pociągów no i poszłam zapytać o moją kartę York Pass. Okazało się, że hostel sprzedał Joanie nieważną kartę, która umożliwiała jednodniowe wejście na wszystkie atrakcje w York (poza wieźą w York Minster). Moja karta została aktywowana na dzień następny, gdzie mogłam przepłynąć się statkiem i zrobić objazdówkę lokalnym autobusem. Myślałam, że będę miała tylko zniżkę na bilety gdziekolwiek. Wieczorem poszłam na piwo z Rebeccą, spotkałam się z Arnim, a potem umówiłam się z Johnem, super Amerykaninem na wspólne zwiedzanie.
Poranek dnia następnego rozpoczęłam (z Johnem) od zobaczenia York Dungeon, potem chodziliśmy po murach miasta, następnie ja udałam się na lunch, zobaczyć York Minster, Yorkshire Museum (wystawa o wikingach była biedna), przepłynąć się statkiem, a na koniec zobaczyć odkryte pod lokalnym pubem, rzymskie termy. Wracając do hostelu wskoczyłam do The Shambles ponownie i wiecie co? Odkryłam pub nazwany Walhalla! Pokusiłam się o wypicie kufla piwa, a po obiedzie wróciłam do pubu z Arnie, aby skosztować Osądu Odyna.











Museum Gardens

Fartuszek mi się zachęcająco osunął.

Clifford's Tower


Walhalla 






Yorkshire Museum

Wnętrze York Minster





Urlop minął mi bardzo szybko i przyjemnie. Wiosną i latem York musi być jeszcze piękniejszy! Niestety pojawiłam się w Anglii w porze ponurej, więc siłą rzeczy nie mam okazji podziwiać (jeszcze) tego kraju w rozkwicie. Nic tylko czekam na wiosnę!
Tymczasem do następnego!
Pozdrawiam
Runa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz