Hay on Wye

Witajcie!





Korzystając z wolnego piątku spontanicznie wybrałam się do Hay On Wye. Walijskiej wioski,położonej rzut beretem od parku Brecon Beacon. Dom opuściłam ok 7 rano, uzbrojona w rękawiczki i lichą nadzieją, że pogoda będzie nieangielska, czyli bez deszczu! Musiałam jechać do Hereford, tam wypłacić ostatnie liche 20f i mieć nadzieję, że starczy. Póki co nie umiem oszczędzać, a powinnam w razie "w". Po wypłaceniu pieniędzy, których do tej pory nie ogarniam poczłapałam na przystanek i tam czekałam na żelaznego rumaka. Gdy rumak nadjechał wsiadłam i jechałam, przez wioski podziwiając cudowne wzgórza oraz dostając co jakiś czas mini zawału gdy bus był zbyt blisko auta. Ach te angielskie drogi! Cały czas miałam odpalone Maps.me, byłam zdenerwowana, że coś przeoczę.


Wiedziałam, że wioska będzie piękna, ale nie sądziłam, że aż tak. Mogłam w oddali dostrzec śnieg na jednym ze szczytów! Zachłyśnięta widokami spacerowałam po zakamarkach wioski. Zeszłam niźej, skręciłam w lewo i tak jakoś znalazłam się przy kościele. Pstryknęłam kilka zdjęć, poczytałam trochę nagrobków, a potem próbowałam uchwycić szare wiewiórki na zdjęciu. Przesłodkie były! Potem wróciłam do wioski.





Słynie ona z Festiwalu Literatury, jest tutaj 20 sklepów z książkami i wiecie co? Odwiedziłam tylko kilka z nich, jak widziałam coś ciekawego za szybą to szłam i tak jakoś czas mi uciekł. Oprócz bibliotek dowiedziałam również antykwariaty. Cieszyłam się, że nie miałam zbyt dużej gotówki bo wróciłabym do domu prawdopodobnie ze srebrnym lusterkiem i szczotką. Marzą mi się takie pierdoły od dłuższego czasu.




Tutaj można kupić książkę, wybierasz, wrzucasz monetę i się cieszysz.



Ostatnim punktem, który chciałam zobaczyć w miasteczku był zamek. Oczywiście okazało się, że jest nieczynny bo remont. Było mi smutno, więc obeszłam go dookoła, zrobiłam kilka zdjęć, w tym przebiśniegów.











Zmarznięta postanowiłam poszukać jakiejś kafejki. Chciałam usiąść, napić się słodkiej kawy i zerkając na zamek pomyśleć o życiu. Tak po prostu. Udało mi się spełnić to malutkie pragnienie dość szybko i wiecie co? Poprawiło mi to humor. Tak na cały dzień. Oby częściej spełnianie małych zachcianek sprawiało, że mam banana na twarzy. Wam życzę tego samego!
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz