Bourton-on-the-water & Oksford

Witajcie!


Wypad do Bourton-on-the-water był dość spontaniczną decyzja. Jakiś czas temu szukałam sobie kompana/kompanki do wojaży.
W końcu siedzę sama na wsi, żadnej au pair w okolicy nie ma to powiedziałam sobie czemu nie. Ogłosiłam się na polskiej grupie, skromnie zaznaczając, że to nie ogłoszenie matrymonialne. Kilka osób napisało do mnie z ciekawości, ostatecznie dwie z nich były chętne na spotkanie. Pierwszy pan zaproponował Bourton-on-the-water bo mają pingwiny, potem chciał się wycofać bo wolał znaleźć kogoś do towarzystwa w obecnej 3- osobowej ekipie, a ja chciałam stworzyć coś nowego.  W sumie stwierdziłam, że mogę się do jego ziomków podczepić. Niestety dostałam bardzo dziwna wiadomość i kolega został skreślony.
Jakoś w tym samym czasie dostałam informację od innej osoby, że ma wolne i można gdzieś się wybrać. W ten oto sposób minioną sobotę spędziłam w Bourton-on-the-water- malowniczej wiosce, z małą rzeką do której oczywiście weszłam w moich kaloszach ciesząc się jak dziecko.
Zwiedziliśmy Birdland- jak w każdym takim miejscu musiałam odszukać zeberki albo ryżowce. Poczułam się chwilę jak w domu.

Dresy biją się.








Pod koniec wycieczki stwierdziliśmy, że następnego dnia możemy jechać do Oksfordu. Na Oksford mieliśmy przeznaczone tylko kilka godzin, ok 4-5 jak nie mniej. Jazda w jedną i drugą stronę zajmowała ok 2h no i kolega Julian musiał po odwiezieniu mnie do domu wrócić do siebie, co dawało kolejne ok 40 min jazdy. Zobaczyliśmy dwa muzea (Historii Naturalnej i Ashmolean Muzeum), trochę starówki, podziwialiśmy uniwersytet od zewnątrz, a potem uciekliśmy do domu.
















Na tak ciekawe miasta jak Oksford jeden dzień to naprawdę mało, liczę, że uda nam się tam niedługo wrócić by zobaczyć resztę.
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz