Projekt Wikińska Suknia: Roskilde i Kopenhaga

Witajcie!




Niedzielnym popołudniem pożegnałam się z Moesgaardem, ledwo powstrzymałam łezki żegnając się ze znajomymi. Miałam nadzieję dotrzeć do Roskilde w jeden dzień. No właśnie, miałam. Po godzinie stania na wylotówce w stronę Vejle spotkałam Elvisa. Elvis  zaproponował, że następnego dnia może mnie zabrać w stronę Kopenhagi, bo jedzie z kolegą i jego dzieckiem. Miał mnie zostawić w Mc'u na 2-3h i wrócić, na 6 rano musiałbyć w Aarhus. Spragniona prysznica i z powerbankiem wołającym po podładowanie zgodziłam się. Elvis mieszkał z 3 Rumunami, co mnie ucieszyło. Poznałam jego mamę, w trójkę oglądaliśmy filmy zajadając się pizzą. Następnego dnia zgodnie z umową wylądowaliśmy o 6 w Aarhus, dostałam kasę na śniadanie i czekałam na Elvisa. Nie doczekałam się, po 7 godzinach (jedną godzinę czekałam na otwarcie Mc'a) ruszyłam łapać stopa. Szło mi topornie, podwożono mnie o kilka km. W końcu złapałam tira do Odense, co mnie ucieszyło. Z Odense, do Nyborgu zabrał mnie Frank, który był na Moesgaardzie, podrzucił mnie specjalnie do Nyborga. Kolejną noc spędziłam w Mc'Donaldzie, potem na stacji benzynowej, aż w końcu otworzono Lidla. Jedząc bułki z czekoladą polowałam na kierowców. Po dwóch godzinach, udało się! Sympatyczny pan zabrał mnie niedaleko Roskilde, a tam w kilka chwil złapałam kolejne auta.




Czemu tak bardzo zależało mi na Roskilde? Roskilde lata temu zostało stolicą Dani za sprawą Haralda Sinozębnego. W dodatku tutaj rozegrała się bitwa o Roskilde, które zdobyło i zniszczyło Księstwo Pomorskie. Ostatni powód... Jest tutaj słynne "Muzeum Łodzi Wikingów".  Jakoś w XIw 5 łodzi zostało celowo zatopionych w fiordzie Skuldelev w obronie miasta. Zostały odkryte w 1962r.


W skład wystawy wchodzi łódź handlowa, eksplorująca nowe tereny, rybacka, obronna i wojenna. Dużo osób mi mówiło, że muzeum jest drogie i nie warto zwiedzać. Z drugiej strony pewnie z części kosztów muzeum finansuje rekonstruowanie łodzi, którymi turyści mogą się przepłynąć. Muzeum, mimo że jest małe ma wiele do zaoferowania, film o wikingach (nieco krótki, ale zawsze coś), wspomniany rejs łódką oraz warsztat, gdzie pracownicy dzielnie przedstawiają tradycyjne metody budowy łodzi. Niesamowite jest to, że ludzie próbują opłynąć świat tymi łódkami. W 2007r grupa dzielnych ochotników wyruszyła w rejs z Roskilde do Dublina i z powrotem. Oczywiście płynęli rekonstrukcją drakkara wojennego!




Wojenny drakkar.

Po prawej drakkar, po lewej łódka rybacka.





Podziwiając widoki i zajadając się bułką z czekoladą zdecydowałam, że czas ruszyć dalej. Próbowałam jakoś 2h łapać auta do Kopenhagi, aż w końcu cofnęłam się na dworzec i wykupiłam bilet na pociąg. Po 40 minutach dotarłam do stolicy i ruszyłam do muzeum. Po przyjściu okazało się, że mam godzinę na zwiedzanie i wiecie co? Zdążyłam zobaczyć całą wystawę o wikingach. To były 3-4 pomieszczenia, bardzo ubogie. Najciekawsze były kamienie runiczne. 















Gdy muzeum zostało zamknięte jedząc kolacje postanowiłam poszukać po raz ostatni hosta, w wolnej chwili wysyłałam zapytania, ale szło topornie. W końcu postanowiłam pójść na pociąg, dojechać do parku w Valby i iść spać. Niestety po przyjeździe zaczęło okrutnie padać! Zrezygnowana usiadłam w malutkiej poczekalni, napisałam zapytanie na grupie facebookowej. Usnęłam na 2h i wiecie co? Rebecca postanowiła mi pomóc. Mieszkała z 9 letnią córką, godzinę pieszo (albo i więcej) od mojego obecnego miejsca pobytu. Ucieszona napisałam, że za godzinę, półtorej będę. Zapytałam pewnego pana, o to czy ulica, którą idę jest właściwa, a on zaproponował, że mnie podwiezie pod sam dom. Do 2 albo 3 gadałam z Rebbecą, popijając wino. Polubiłam ją strasznie! Miałam rano, po śniadaniu jechać łapać stopa dalej, ale ona mi powiedziała, że chętnie kupi mi bilet do jakiegoś miasta w Niemczech. Nie chciała odpuścić, a ja stwierdziłam, że czemu nie. Było mi strasznie głupio, ale z drugiej strony bardzo chciałam być na Wolinie.



Rano po odprowadzeniu jej córki do letniej szkoły miałam półtorej godziny na zwiedzanie starówki. Potem poszłyśmy się czegoś napić, pospacerować po mieście, odebrać młodą i do domu na zakupy. Wieczorem przychodził do niej znajomy i zaproponowałam zrobienie pierogów z kurczakiem. Po kolacji pożegnałam się z Rebeccą i ruszyłam z Larrym na pociąg/metro. Tam dotarłam na swój przystanek i czekając spotkałam Nowozelandczyka Nathaniela, który podróżował po Europie. Zainspirowałam go do stworzenia drużyny wikingów w Nowej Zelandii! Kilka dni temu napisał do mnie z zapytaniem o polskie specjały. Pokochał pierogi i żurek, a mi było miło. Wracając do podróży, o 5.30 byłam w Rostocku. W Rostocku przez 7 godzin łapałam stopa, jak nie dłużej, okropne miejsce! Wydostałam się fartem, bo jakiś śniady koleś mówiący po Niemiecku przyczepił się do mnie. Próbowałam się go pozbyć, nie ogarnął, że ma napisać w translatorze o co mu chodzi.Przedzwonił do kolegi.. który mówił po  Polsku co chyba zafascynowało tego kolesia. Daniel mi powiedział, że nie wie, po co ten kolega dzwonił do niego, chyba chciał się pochwalić i że on jest dość tępy. Zaproponował, że po mnie przyjedzie i wyrzuci na wylotówkę na Szczecin, bo nie chce abym miała kłopoty. Gdy przyjechał strasznie bluzgał na tego śniadego kolegę, pomógł mi znaleźć kierowcę, który jechał do Polski. Tam poszło z górki, przesiadłam się na granicznej stacji migiem w kolejne auto, które mnie zawiozło na Wolin. W ten sposób zakończyła się duńska przygoda!

W kolejnym poście opiszę wam Wolin, niedawny pobyt na Wdzydzach Kiszewskich oraz podsumowanie wyprawy.
Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz