Spełniam autostopowe marzenia: Timisoara

Witajcie!



Wczoraj, tj. 31.05.2017 wróciłam do Polski. Między  16-31.05.2017 przebywałam za granicą. Udało mi się spełnić marzenie i pojechać pierwszy raz w podróż autostopem. Oczywiście nie sama, w podróż zabrałam koleżankę L. z którą uzgodniłam trasę. W kolejnych postach chciałabym wam zdać relację z tej odważnej wyprawy. Na koniec dodam podsumowanie i post o tym, co zabrałam ze sobą.


Dzień 1-2 : Słowacja.


Uzbrojone w pocztówki ruszyłyśmy na Słowację. Udało nam się sprawnie dostać na miejsce ok. 19. Urzekła nas Słowacja, z nadzieją próbowałyśmy złapać samochód z Martina do Popradu, a stamtąd chciałyśmy jechać do Słowackiego Raju. Do późnego wieczora nikogo nie udało nam się zatrzymać. Rozbiłyśmy namiot na pobliskiej polanie, mając widok na piękne góry. Noc była chłodna. Następnego dnia od 7 rano łapałyśmy kogoś bez skutku przez ok 4h. Zmieniłyśmy kierunek na Budapeszt, a do Raju postanowiłyśmy się dostać w drodze powrotnej do Polski.W końcu jeden Słowak zlitował się nad nami i łamaną polszczyzną wyjaśnił, że stoimy w złym miejscu i zabrał nas kawałek dalej. Tam w kilka chwil złapaliśmy kolejne auto, a potem tira na Budapeszt. Piotrek, z którym jechałyśmy na początku za późno przeczytał napis, specjalnie zrobił sobie pauzę i nadawał na CB radiu, aby ktoś nas do niego zgarnął. Niestety nikt nas nie podrzucił, a on fartem zgarnął nas na trasie.Pomógł nam znaleźć dodatkowego tira, dzięki czemu mogłyśmy legalnie przekroczyć granicę. Nicola, sympatyczny Rumun akurat wracał z Polski do miejscowości niedaleko Timisoary i zdecydował się nam pomóc. Z Lovrin złapałyśmy auto do Timisoary, gdzie czekał na nas host.



Dzień 3-4: Timisoara



Timisoara niegdyś należała do Węgier, potem Turcji, Austrii, Austro-Węgier, a potem 20 grudnia 1989 po krwawych zamieszkach została ogłoszona pierwszym wolnym miastem Rumunii. Rumuni są bardzo zadowoleni z obalenia komunizmu, każda osoba pochodzenia rumuńskiego, z którą rozmawiałyśmy dumnie opowiadała o tym!

Pomnik upamiętniający poległych w rewolucji.


Miasto jest prześliczne. Budynki mają swój urok, tak samo jak parki, np. Park Róż (niestety w trakcie pobytu róże dopiero zaczęły kwitnąć). Starówka nas urzekła, zwłaszcza aleja z przywieszonymi parasolkami. Cudo!


Podczas wędrówki po alei skusiłyśmy się na covrigi, rumuńskie precelki z różnym nadzieniem, np. czekoladą. Pychota! Innym razem skusiłam się na covridoga, precla z pyszną kiełbasą.


 Z racji tego, że Rumuni są w większości katolikami ortodoksyjnymi spacerując po mieście można było podziwiać ich niesamowite kościoły.






Następnego dnia, wyruszyłyśmy w dalszą część trasy, zostawiając przemiłego hosta i wyjątkową Timisoarę za sobą. Opowiem wam o tym w kolejnym poście. Jeśli ktoś z was był w Timisoarze chętnie poczytam opinię.


Do usłyszenia!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz