Spełniam autostopowe marzenia: Sybin i Braszów!

Witajcie!




Czas na dalszą część relacji z podróży. W dniu opuszczenia Timisoary złapałyśmy rumuńskiego tira na Sybin. Do miasta dotarłyśmy bardzo późno, próbowałyśmy znaleźć miejsce do spania. Widząc kościół postanowiłyśmy grzecznie się zapytać, czy możemy rozbić namiot w ogrodzie. Niestety zostałyśmy odprawione z kwitkiem, a miła pani szła za nami aż do furtki upewniając się, że nie rozbijemy nielegalnie namiotu. Zmęczone popełzłyśmy na przedmieścia, gdzie w pobliżu krzewów i ogromnych rur (kanalizacyjnych) rozłożyłyśmy namiot. Przez chwilę rozważałyśmy, czy nie fajniej będzie spać w tych rurach, ale po przetestowaniu ich wielkości stwierdziłyśmy, że nie.



Rano obudził nas świergot ptaków. Zadowolone ruszyłyśmy na podbój miasta.



Sybin jest niewielkim, średniowiecznym miasteczkiem w Siedmiogrodzie. Osobiście podbił moje serduszko, mimo tego, że miałyśmy kilka godzin na zwiedzanie.


Muzeum z zabytkami z różnych epok, budynek jest piękny, a obsługa tragiczna. Czułam się jak przestępca bo ciągle ktoś z ochrony za nami chodził...

Mmm, placinta. Pyszny serowy, cienki, tłusty placuszek. Rumuński smakołyk.

Po nocy spędzonej na stacji w Busteni... Ruszyłyśmy na Braszów, ponownie. Busteni jest pomiędzy Braszowem, a Bukaresztem, w tej małej górskiej wiosce miałyśmy hosta. Host nas zignorował więc musiałyśmy spędzić noc na stacji kolejowej, smutnie popijaliśmy wódkę i jadłyśmy śledzie.


 Zaspane, ale zadowolone dotarłyśmy do miasta. Mogłam w końcu zrealizować swoje marzenie, cel których mnie natchnął do wyruszenia do Rumunii. Pyszny szejk z kawiarni Coffeöl. Pycha! Serio, zobaczyłam zdjęcie w internecie, znalazłam informację, że mają między innymi siedzibę w Braszowie i ruszyłam. Warto było.

Widok ze wzgórza.


Cytadela.



Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz