Pierwszy autostop. Podsumowanie.

Witajcie!



Chciałabym w końcu podzielić się przemyśleniami co do mej cudnej wyprawy.

1. Sama czy z kimś? Co może cię spotkać, gdy pojedziesz z kompanem.







Zaczynając przygodę z autostopem ma się wiele wątpliwości, zwłaszcza w kwestii samotnej podróży. Po długim myśleniu stwierdziłam, że warto się z wami podzielić moim doświadczeniem w kwestii podróżowania z kompanem. 

Nie piszę tego złośliwie, po prostu chcę wam pokazać, jak może być, gdy się nie trafi na niewłaściwą. Przeglądając internet nie trafiłam na żadną historię o tym, że ktoś się nie dogadał. Może moja historia pomoże komuś zdecydować, czy woli jechać sam. Początkowo chciałam jechać sama, ale za namową znajomych zdecydowałam się znaleźć kompankę równie wesołą co ja. Zawsze raźniej. To był błąd. Dlaczego? Zaraz wam opowiem. Jeśli chcecie się podzielić waszą historią z kompanem to chętnie poczytam.

Jakieś 4 miesiące planowałam trasę, a 4-5 razy spotykałam się z nią. Zależało mi na dobrej organizacji, poznaniu się, co by uniknąć nieporozumień. To była nasza pierwsza przygoda z autostopem, więc znajdując poradniki, ciekawe informacje wysyłałam jej. Nie chciałam aby zabrała ogromny bagaż czego niestety nie uniknęłam, ale po kolei.

Pierwszym złapanym autem oznajmiła mi, po tylu miesiącach planowania, ustalenia, że pewnie wracamy ok 30 maja, ale nie jestem pewna, bo nie wiem ile to zajmie ona zdecydowała się lecieć do Anglii. Lot kupiła kilka dni wcześniej i uznała, że może bo to będzie tydzień po naszej wyprawie. A mówiłam, chill out, zwiedzanie bez pośpiechu. Do połowy wyprawy miałam nadzieję, że chociaż przeprosi, albo wzięła pod uwagę to, że miałyśmy się nie spieszyć ale nie. Okrajałam trasę, bo ona, a ona się cieszyła że cokolwiek zobaczy. Ba, myślała, że mi powiedziała, ale serio? Nie poinformować kompana o czymś takim? Nie wzięłabym jej, o czym pewnie pomyślała. Kiedy powiedziałam wprost, w połowie wyprawy, że nie wzięłabym jej wiedząc o locie strzeliła focha. Bo jestem wredna. Myślę, że nie jestem jedną osobą, która spotkała się z równie paskudnym zachowaniem i to rzutowało na dalszą wyprawę. Zostałam obarczona dogadywaniem się z miejscowymi (ona nie wzięła zwrotów, ani nie ściągnęła języków do google translate), tłumaczeniem jej z angielskiego  na polski, szukaniem csie, ogarnianiem trasy. W dodatku mimo wysyłania jej listy rzeczy, które zabieram w swój mały plecak, ona zabrała x2 tyle. Bo myślała, że my plecak w krzakach, namiocie zostawimy i tak miało być. Na początku owszem, ale w Słowacji, w Słowackim Raju na campingu, a nie w Rumunii pełnej cyganów... Myślała (chyba), że codziennie będziemy brać prysznic (w życiu nie nasłuchałam się takiego marudzenia o to, że ktoś śmierdzi po drugim dniu bez prysznica), plecaki będziemy zostawiać gdziekolwiek i chyba podróżować totalnie beztrosko. 

Kochani, wiem że autostop jest super przygodą, ale bez przygotowania i minimalnego ogarnięcia podróż może zamienić się w klapę. Jeśli z kimś jedziesz wspierajcie się. Zwracała mi uwagę, czemu nie mam humoru, w pewnym momencie byłam niezadowolona. W końcu tylko ja siedziałam w google map, albo maps me, robiłam screeny zwrotów polsko rumuńskich i polsko bułgarskich, bo zgubiłam kartke, a na dodatek odpisywałam hostom. Ona tymczasem często po prostu pisała z kumpelami. Dopiero podczas ostatnich dni podróży prosiłam ją aby coś sprawdziła. Jeśli obarczycie drugą osobę planowaniem całej podróży, to się nie dziwcie, że nie ma humoru. Zwłaszcza, gdy robicie ją w wała.

2. Najdokładniejsze plany mogą ulec zmianie.




Na początku miałam odwiedzić Słowacki Raj, a potem ruszyć dalej. Po dniu spędzonym w Martinie, zdecydowałyśmy się Słowacje odwiedzić w drodze powrotnej. L bardzo nie chciała tracić czasu i przez presję trzeba było okrajać drogę. Pierwszym przystankiem miał być Słowacki Raj, a ostatnim Primorsko. W praktyce wyszło inaczej, nie było źle, serio. Zwiedziłam za to kilka innych ciekawych miejsc, poznałam ludzi, których pewnie bym nie spotkała, ale z drugiej strony... Postawiłam jakiś cel i go nie zrealizowałam. Nie lubię tego.



3. Nieważne jakiej narodowości jesteś, ludzie dobrzy i źli są wszędzie.



Podczas podróży nie sądziłam, że tak wiele osób nam pomoże. W drodze na Sybin z rumuńskim tirowcem podarował on domowej roboty dżem. To było tak miłe! Mimo tego, że porozumiewałam się z nim tylko google translatorem... Nie spotkałam się z czymś takim. Inna sytuacja, siedziałam zaspana z L na stacji benzynowej w środku nocy. Zaczęłam rozmyślać, gdzie się rozbić, gdy nagle podszedł pewien chłopak i zapytał dokąd jedziemy. W ten sposób znalazłyśmy się w szwedzko-rumuńskim busie weselnym jadącym do Bukaresztu.  Kolejnym miłym zaskoczeniem była Diana. Wzięła dwie obce osoby do swojego domu, nakarmiła, zostawiła klucze, zapasowy telefon. Nie chciało mi się wierzyć w to, że ktoś tak bardzo nam zaufał.

4. Z najbardziej beznadziejnej pozycji da się wybrnąć.

Bałam się wylądować na autostradzie, na jakimś pasie bocznym. Unikałam tego jak ognia, bo kto nas zgarnie?! Sytuacja okazała się jednak inna i za każdym razem szybko udawało nam się kogoś łapać. Kiedy wylądowałam na stacji benzynowej godzinę od Bukaresztu, zmęczona i niezadowolona bo kompanka nawet nie zapytała gdzie wysiadamy, a ja wyjątkowo zasnęłam zostaliśmy zgarnięte przez bus weselny. Tam Diana nas przygarnęła do siebie. Będąc w Konstancy, na wylotówce na Mangalię Rumun, który nas nie rozumiał ni w ząb zabrał nas do Mangalii, za darmo. Chociaż tam nie jechał, chciał nam zrobić przysługę.

5. Nieważne gdzie śpisz, ważne, że śpisz.



Dworzec kolejowy, krzaki za autostradą,  plaża. Nieważne gdzie, byle zamknąć oczy i odsapnąć.





6. Satysfakcja z osiągnięcia celu przysłania wszelkie trudności.



Serio. Ten deser był obłędny.

To by było na tyle, jakbyście mieli jakieś pytania, to piszcie. Śmiało odpowiem.
Tymczasem do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz