Weekend w Cork.

Witam, witam.

W sobotę odwiedziłam Cork. Cork jest idealnym  miasteczkiem dla mnie, szybko się zorientowałam gdzie jestem, jak gdzie dość. Jestem z siebie dumna, bo normalnie błądzę jak jakaś pierdoła. Ba, nawet udało mi się znaleźć restauracje z polskim jedzeniem! Ale o tym zaraz.



Od rana padało, założyłam więc glany, wpakowałam bluzę-misia do torby i zostałam podrzucona na miasto przez moją host mamę C. Przy okazji pożegnałam się z R. byłą au pair. Od przyszłego tygodnia będę tylko ja i C. z dzieciakami, mam nadzieje, że sobie poradzę,
Pierw odwiedziłam Tesco w celu zakupu karty do telefonu, a potem obeszłam okoliczne uliczki.


Odwiedziłam Kościół im. Św. Pawła i Piotra, zrobiłam kilka niewyraźnych zdjęć...



Następnie udałam się do Katedry św. Finbara.








Mina typu "Ja pitole, aby turysty płacili 3-5 ojro za wstęp do kościoła".



A potem spotkałam Polaków w uniwersytecie w Cork i razem zwiedzaliśmy Park Fitzgerald.




Park FitzGerald. Chyba zainwestuje w aparat...





W niedzielę miałam spotkanie z wikingami w Cork. Dojazd do Wilton mam fatalny, ale cóż. Warto! Grupa wydaje się być miła, czekam na dalszy rozwój sytuacji.
Do następnego postu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz