Biesy i czady....

Witajcie!




W dniach 8-14 przebywałam w Bieszczadach, dokładnie w Ustrzykach Górnych. Dużo znajomych
nawija o tym, że mogliby rzucić wszystko i jechać w Bieszczady.


Sama tak mówiłam i stało się. Przez 6 dni spałam otoczona górami, w namiocie pod drzewem. Obok pola namiotowego płynęła rzeka Wołosaty (Welesowa rzeka <3)


Zdobyłam Tarnicę, Krzemieniec, spacerowałam po Szerokim Wierchu,  Połoninie Caryńskiej, Małej i Dużej Rawce.


Widziałam salamandrę plamistą, ponad metrowe zaskrońce, obserwowałam z bliska zięby, kulczyki, strzygły, strzyżyki (maluch uczył się latać), trznadle, drozdy... Bajka.


W dodatku te widoki, dawno tak nie wypoczęłam ( i się nie namęczyłam). Kondycje mam beznadziejną, ziajałam, sapałam ale dałam radę. Będę tęsknić za tą ciszą i spokojem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz